|
|
|
| MUZYKA BEZ CENY |
| ............................................................. |
| Muzyka bez ceny. |
| 08.11.2009 |
W związku z ciężką sytuacją dystrybucujną, postanowiliśmy bezpłatnie rozdać płyty wszystkich artystów będących pod skrzydłami FDM. Jest to symbol naszego sprzeciwu wobec polskiego oraz światowego przemysłu muzycznego, napędzanego w większości przypadków pieniędzmi, tępotą, wulgaryzmami i seksem. Rozdanie całego nakładu nagrań symbolizuje nasze wyzwolone od materializmu podejście do sztuki oraz fakt, iż stawiamy przekazywanie swojej treści fanom muzyki, na pierwszym miejscu.W czasach, w których nie będąc potentatami w dziedzinie chłamu, nie jesteśmy w stanie liczyć na pomoc od "tych z góry". W czasach, w których wyrazy niezależne, niekomercyjne, wolne od korupcji i układów, są synonimami wyrazów biedne, niezauważalne, słabe i gówniane. W tych właśnie czasach postanowilismy rozdać bezpłatnie naklady płyt, aby móc w ten sposób dotrzeć do szerszego grona słuchaczy i aby to co dobre i piękne, a niekoniecznie zaspokajające masowe potrzeby, na długi czas nie zniknęło w podziemiu. Premiera płyt - 23 listopada. Płyty można bezpłatnie zamówić na naszej stronie w e-sklepie oraz będą one rozdawane na koncertach zespołów. Artykuł jest również do pobrania pod adresem: www.fdm.net.pl/muzyka_bez_ceny.doc Kilka wypowiedzi muzyków, którzy utożsamiają się z naszą akcją: Firmę FDM założyliśmy na początku 2008 roku. Jej głównym celem była promocja zespołów z kręgu muzyki alternatywnej, które na tle polskiego przemysłu fonograficznego wyróżniały się ogromnymi wartościami twórczymi, a nie miały szans wydania płyt w dużych wytwórniach. Jednak polski rynek muzyczny niszczy wszystko co nie jest masowe i komercyjne. Dlatego też w obecnej sytuacji postanowiliśmy, że rozdamy płyty za darmo aby trafiły do słuchaczy, aby oni sami ocenili ile warte są te nagrania i twórczość, zdolnych i pełnych pasji ludzi. Czy naprawdę nie mają żadnej wartości, a może mają, większą niż superprodukcje, supergwiazd z supemarketów, zwanych dalej dumnie sklepami muzycznymi, dystrybutorami i innymi empikulturami - wyłania się nowa świetlista kultura, kultura mas i korporacji. Kogo promują te sklepiki - superdodę, superfeela, i inną agnieszkę z półki. Do spółki z kolegami z branży. Wina leży wyżej: w kulturze, w mentalności i w systemie, który demokratycznie wyrzuca to co odstaje, co jest wyjątkowe, a promuje masówkę, średni, a nawet niski poziom. Duża część stacji radiowych, radiowców emituje muzykę znaną, lekką i przyjemną. Przez to potencjalny słuchacz nawet nie zna, nie jest w stanie dotrzeć do nowych ciekawych wykonawców. A dalej - nie chodzi na koncerty, bo słyszał tylko jakiś milion razy pokolenie, więc idzie na darmowe sponsorowane koncerty gwiazd. Słucha i kupuje to samo co wszyscy. Czyli - ładnie podany plastik. Wolny rynek nie sprawdza się w przypadku sztuki, on ją stopniowo zeszmaca! Kolejną przyczyną jest brak prawa, które reguluje i egzekwuje piractwo internetowe. Sami słuchacze i fani ściągając płyty swoich ulubionych wykonawców, przyczyniają się do ich porażki. Tak więc rozdamy ludziom płyty, może to jedyny sposób by przebić się przez ten chory mechanizm i uświadomić chociaż nielicznym, jak wielką szkodę wyrządzają artystom, a w efekcie samym sobie. Mimo tego otaczającego bagna, wśród szarości, jesiennych liści, topniejącego za oknem śniegu, mamy nadzieję, że te nasze wspólne działanie pozwoli by usłyszano muzykę, tą z muz, tych prawdziwych muz, a ona sama się obroni. Nic tak nie oczyszcza jak prawda. I piękno... Pozwólcie tylko je poczuć. Kiedyś każdy z nas był dzieckiem, miał umysł dziecka, świeży, otwarty i chłonny, a nie wyrafinowany i zepsuty, pamiętajcie o tym, takich ludzi jest nadal wielu i to im należy się szansa. Robert FDM LOTYŃ Mamy nadzieję, że tym którzy odbiorą swój darmowy egzemplarz "Go upstream" muzyka ta przyniesie niezapomniane chwile oraz na zawsze zostanie z Wami. Nie traktujcie tego jako pożegnanie, bo przyjdzie czas, że usłyszycie nasz głos bardzo wyraźnie. Żałujemy, że sytuacja na rynku muzycznym prezentuje się tak, a nie inaczej. Powiemy jedno. Wielkie wytwórnie, firmy dystrybucyjne oraz inne instytucje, które niestety w większości odpowiadają za taki stan dostępności muzyki niezależnej w Polsce, mogą nie chcieć naszych płyt. To zrozumiałe. Nie kierują się przecież chęcią propagowania polskiej kultury, nie ważne czy popowej czy też niszowej, dorosłej czy też młodzieżowej. Chodzi przecież o szmal. Niech robią swoje i wypychają do przodu gwiazdy jednego sezonu, cukierkowe śpiewające pochwy, piosenkę o dymaniu w samochodzie czy Vasyla i Tygrysa, szerząc tępotę. Czego nie mogą zrobić to zabronić nam grać, a Wam słuchać. Wierzymy, że z czasem i ciężką pracą przyjdzie moment, w którym razem zniszczymy ten mur i spotkamy się wspólnie na koncertach oraz zjednoczymy w szczerych dźwiękach, a gdy będziecie pytać "no i co z tą waszą płytą?" nie będziemy musieli odwracać wzroku. Qba POPO Pukać do drzwi i nie zostać wysłuchanym - to paradoks w sytuacji, gdy byt artysty nieodzownie łączy się z odbiorem muzyki przez potencjalnego słuchacza. Na naszych koncertach, gdziekolwiek jeździmy, zostajemy wysłuchani. Co więcej, nasza muzyka zmienia czyjąś rzeczywistość- choćby na chwilę- o czym mówią nam po koncertach ci, którzy na nie dotarli. Budujemy więc pewną linię porozumienia: Zerova - słuchacze. I na takich porozumieniach w moim przekonaniu opiera się idea komunikacji, życia w społeczności, życia po prostu. Nabuzowani tą energią nagrywamy nowy materiał, chcąc dotrzeć do jeszcze większej liczby osób, budując jeszcze więcej takich porozumień. Ale gdy obca ręka nieprzychylnego dystrybutora przerywa te więzi, moje ręce po prostu opadają z sił. Niedorzeczność tej sytuacji kradnie energię płynącą z grania muzyki, procesu tworzenia i nagrywania albumów oraz jeżdżenia na koncerty. Więc wierzę, że decyzja o rozdaniu naszego najnowszego albumu "Hello Tree!" pomoże nam dotrzeć tam, gdzie sobie zamierzyliśmy działając z partyzantki w czasach rzekomego pokoju. Maja ZEROVA Rynek muzyczny w Polsce jest środowiskiem bardzo specyficznym i długo można by rozprawiać o sposobach jego funkcjonowania. Z punktu widzenia ludzi takich jak ja - traktujących muzykę jako formę przekazu konkretnych wartości, emocji i piękna - bardzo trudno nam doszukać się w nim godnego odzewu na nasze potrzeby, które bardzo często spychane są na margines tak zwanej 'alternatywy', a co za tym idzie wyraźnie dyskryminowane i niesprawiedliwie pomijane jako 'niszowe' i niedochodowe. Z punktu widzenia ekonomii jest to zachowanie jak najbardziej uzasadnione i prawidłowe, dlatego też przyjęło się, że tak zwany 'mainstream' i muzyka 'niezależna' (która staje się niezależną bardziej z konieczności a nie z wyboru) funkcjonują rozłącznie i na odrębnych zasadach. Problem pojawia się wtedy, gdy w tak ukształtowanym środowisku 'głównego nurtu' pragną zaistnieć ludzie wyznający odmienny system wartości, kierujący się w pierwszej kolejności pasją, a nie chęcią zarobku, czy wreszcie nie traktujących muzyki jako produktu który należy wypromować i sprzedać. FDM podpisując kontrakty płytowe z młodymi, w większości znanymi jedynie lokalnie kapelami postanowiło iść właśnie tą drogą. Zaowocowało to kilkumiesięczną gehenną z rodzimymi dystrybutorami, którzy nie wykazując zainteresowania inwestowaniem w nowych artystów, wolą najwyraźniej skupić się na formułach starych i sprawdzonych, stając tym samym mistrzami w sprzedawaniu lukrowanego gówna. Grając w New Century Classics od samego początku naszej działalności poświęciliśmy wiele czasu, środków finansowych i trudu by zaznaczyć swą obecność na muzycznej mapie polski i świata - grając koncerty, udzielając się w mediach, promując ambitną muzykę i jej świadome słuchanie oraz przede wszystkim nagrywając. Dlatego też jesteśmy zniesmaczeni, zażenowani i zwyczajnie wk*****ni nie tyle niemożnością sprzedaży swych płyt, co uniemożliwieniem nam dotarcia z nimi do jakiegokolwiek szerszego odbiorcy poprzez zablokowanie dystrybucji naszych nagrań w sklepach muzycznych. Sytuacja ta jest chora, i obnaża dysfunkcję rynku, który od czasu upadku Sissy Records nie jest w stanie zaszczepić w szerszej świadomości elementarnego poszanowania dla wartości reprezentowanych przez ambitną muzykę popularną, oferując jedynie tanią i przaśną rozrywkę. Próbowaliśmy postępować zgodnie z zasadami rynku, okazało się jednak że pozostanie wiernym samym sobie nie idzie w parze z rządzącymi nim prawami. Dlatego też postanowiliśmy rozdać cały nakład naszego debiutanckiego albumu wszystkim, którzy pojawia się na naszych koncertach, bądź też złożą bezpłatne zamówienie na stronie wytwórni FDM. Nie jesteśmy zainteresowani partycypowaniem w polskim rynku płytowym w jego obecnym kształcie. Marek Kamiński NCC Ostatnimi czasy próbuję wydać płytę z muzyką instrumentalną. Niestety znalezienie wydawcy zakrawa o cud, ponieważ firmy płytowe niechętnie wydają muzę bez potencjału komercyjnego lub muzę nagraną przez kogoś mało znanego. Wiem o tym z osobistego doświadczenia jak i z opowieści kolegów, którzy mają na koncie zwycięskie konkursy, festiwale, czy udział w telewizyjnych programach ,a mimo to nie potrafią wydać płyty, chociaż mają skończony materiał. Muzyka jak i wiele dziedzin naszego życia musi teraz być jak to się modnie określa "trendy" żeby ktoś się tym poważnie zainteresował. Teraz liczą się cyfry czy to pod postacią procentu: słuchalności, oglądalności czy sprzedaży Przykładem są artyści, których nazywam "farbowanymi lisami" wydający płyty w zależności od tego jak w danym momencie wieje, czy dyskoteką, rockiem, old skoolem, czy może balladą, Z artystycznego punktu widzenia to może nawet dość ciekawe, ale z ludzkiego przestaje być wiarygodne. Myślę że skończyły się czasy, kiedy to namiętnie kupowało się płyty. Mając na uwadze to, że młodzież woli internet i mp3 pozostają koncerty live, które tak naprawdę świadczą o klasie danego artysty i które moim zdaniem mają obecnie największą przyszłość. Jacek MYSLOVITZ Nie możemy chyba powiedzieć, że wydanie debiutanckiej płyty przyszło nam specjalnie łatwo. Paradoksalnie im częściej słyszeliśmy wokoło, że coraz więcej ludzi czeka na nasz album tym bardziej sprawy nam się komplikowały. Byliśmy pełni marzeń, że wkrótce uda nam się wejść do studia i zacząć prace nad płytą ale z powodu dosyć niespodziewanego splotu zdarzeń i wbrew zapewnieniom różnych osób "z branży" cały czas byliśmy na starcie. Proces od pierwszej próby do wydania płyty jest jednak dosyć złożony. Ciężko powiedzieć kto/co zawiniło - czy rynek jeszcze nie dojrzał żeby usłyszeć Hatifnats czy my byliśmy jeszcze mocno nieopierzeni żeby podjąć właściwe decyzje. Często pytano nas czy gdybyśmy byli np. w UK to czy byłoby łatwiej? To tak jakby zapytać czy gdyby Rolling Stones (nie przymierzając nas oczywiście do RS - wszak są oni znacznie bardziej cool. byli z demoludu to czy byliby tak samo sławni? Raczej nie bo prawdopodobnie zajmowaliby się realizacją planu pięcioletniego a nie lansowaniem się na dandysów. W Polsce chyba jest ciężej i mniejsza o przyczyny (niedojrzały rynek muzyczny? brak kultury muzycznej rodaków? ignorancja wytwórni? miks wszystkiego?) bo chyba nie można wszystkiego zwalać na czynniki niezależne od nas. Recepta jest dosyć prosta (ciężej tylko z jej realizacją) trzeba mieć dużo wiary w swoje możliwości (bez megalomanii), kurewską wytrwałość, szczyptę pokory, dobry kołek do zagryzania zębów i całkiem sporo szczęścia. My już jesteśmy "po" ale bardzo mocno trzymamy kciuki za kolegów, którzy jeszcze "przed"! Mario HATIFNATS Wydać płytę i ją sprzedawać poprzez znane i "poważne" kanały dystrybucji jest chyba, ostatnimi czasy, trudniejsze niż skomponowanie genialnej płyty. Muzycy tacy jak my są skazani na czekanie na zbawienie, albo wstawianie swoich utworów do myspace i śledzenie ilości odwiedzin, a to zdecydowanie za mało. Chęć oddania w ręce publiczności muzyki jest o wiele, wiele większa i wymagania co do tego także są większe. Co z tego, jak w naszym kraju mejdżersi omijają szerokim łukiem scenę alternatywną, ludzie omijają sklepy muzyczne a mainstreamowe radia nie kwapią się do puszczania rodzimych zespołów niszowych. A przecież muzyka polskiego podziemia muzycznego jest o wiele bardziej atrakcyjna, różnorodna, szczera niż ta z wystawki w supermarkecie z mp3playerami. Ludzie tłumnie przychodzą na koncerty nie tylko swoich lokalnych faworytów. Sale klubowe wypełniają się ludźmi którzy chcą słuchać artystę niszowego, który przyjechał do jego miasta bo nijak nie może dostać jego płyty w swoim lokalnym supermarkecie, perfumerii czy spożywczaku tylko na koncercie niszowego artysty. I ta płyta wytłoczona na zwykłym CD-R z opisem zrobionym flamastrem, który nie schodzi po polaniu wodą jest artystycznie dużo bardziej wartościowa niż płyta z logo jakiegoś radia na folii i książeczką z tekstami Cygana w środku. Nasza wytwórnia zdobyła się na bardzo odważny krok, tu nie chodzi o szmal, tu chodzi o muzykę, popieramy!!! Paweł ZEROVA Przez blisko 20 lat występowania na scenie nigdy nie było mi po drodze z polskim "przemysłem muzycznym". Nie mieliśmy sobie nic nawzajem do zaoferowania. Z perspektywy czasu, z doświadczeń dzielonych z tymi, którzy w przemyśle rozrywkowym funkcjonują oraz z obserwacji rzeczywistości mogę śmiało powiedzieć: całe szczęście, że tak się stało. Aby zdać sobie sprawę z prawdziwej natury naszego "szoł biznesu", trzeba sobie uświadomić jedną rzecz: podobnie jak mnóstwo towarzyszących nam na co dzień zjawisk, przemysł muzyczny w Polsce jest przedłużeniem PRL-u. Zmieniło się to co widać z zewnątrz, ale wewnątrz panuje ten sam sposób myślenia: "To koryto jest nasze i najlepiej będzie jak nikogo do niego nie dopuścimy, no może paru naiwniaków po to żeby się nam publika nie buntowała". Za komuny nad wszystkim trzymała czapę partia oraz służby. Daleki jestem od budowania teorii spiskowych, ale rzeczywistość jest taka, że niewiele się pod względem osobowym zmieniło, zarówno od strony "wierchuszki", jak i wykonawców. Królują Ci, którzy zdążyli się ustawić za tamtych "starych, dobrych czasów". Tych, którzy zdołali się przebić w ciągu ostatnich 20 lat można policzyć na palcach jednej ręki. Konserwatyzm w gustach, tchórzostwo w doborze artystów, wszechobecny nepotyzm to tylko pierwsze trzy cechy jakie przychodzą mi do głowy gdy mam opisać tę sytuację i żal mi zdrowia aby kontynuować tę analizę. Jest jednak dobra strona tego wszystkiego: przemysł muzyczny zdycha. Na całym świecie, również w Stanach, gdzie jest przynajmniej z pozoru najbardziej prężny, dynamiczny i otwarty, nie wytrzymuje konkurencji, jaką stworzył wszechobecny Internet. Okazuje się, że można się wypromować zupełnie poza tradycyjnymi strukturami, a w dodatku świetnie funkcjonować na scenie. Upadek wielkich firm płytowych jest bliski, nowa rzeczywistość tworzy się każdego dnia całkowicie bez ich udziału. Podobnie jak zespół Popo, pochodzę z Bydgoszczy i tu od lat gram w zespołach totalnie oderwanych od naszego przemysłu rozrywkowego, a jednak potrafiących sobie znaleźć niszę pozwalającą na skuteczne działania. Nasze miasto dla wielu (nie bez racji) pozostaje prowincjonalne i zaściankowe, ciężko tu znaleźć telewizyjno-estradowe pseudo-gwiazdki. Jest to jednak miejsce, w którym zespoły działające na podobnych, "niezależnych" zasadach, potrafiące zdobyć sobie publiczność w całej Polsce a także zagranicą pojawiają się z zaskakującą częstotliwością. Myślę, że zamiast użalać się nad obojętnością umierającego giganta jakim jest dziś przemysł muzyczny, należy zatańczyć na jego grobie i zbudować coś nowego. Tzw. scena niezależna jest co prawda również skostniała i niereformowalna, głównie przez mentalność dominujących w niej "animatorów", nie mniej jednak energia płynąca dziś z setek młodych kapel i czekających na ich twórczość fanów powinna wystarczyć do stworzenia nowej jakości. SchizMaciek THE CUFFS, EX-SCHIZMA Obecnie szanse wybicia się mają tylko te zespoły, które produkują muzykę na potrzeby rynku. Najczęściej wygląda to tak, że podpisują one umowy z dużymi firmami fonograficznymi zobowiązujące do nagrania i wydania co roku nowej płyty - bez względu na to czy materiał zawarty na danej płycie jest wartościowy czy nie. Przez takie działania, od wielu lat obserwujemy luki w poszczególnych stylach muzycznych. Płyty z polską muzyką alternatywną są nieosiągalne w sklepach. Zdobyć je można jedynie przez internet, niestety najczęściej nielegalnie. Tracą na tym wszyscy: wykonawcy, wydawnictwa, firmy dystrybucyjne, sklepy, kończąc na wiernych słuchaczach, którzy chcieliby taką płytę w bardzo dobrym wydaniu kupić, a muszą zadowolić się miernej jakości plikami mp3, pobranymi z nielegalnych serwerów. Niektórzy z nich mają przy tym "kaca moralnego" wiedząc, że takie pobieranie nie jest legalne, jednak procent takich ludzi jest niewielki, większość z nich codziennie pobiera setki utworów z różnych kręgów muzycznych przez co spada sprzedaż również tych najbardziej popularnych, wszędzie reklamowanych i pchanych na siłę jednosezonowych pseudo artystów. Na całym świecie od lat obserwujemy walkę z piractwem, co roku idą na to ogromne pieniądze, firmy dystrybucyjne zajmują się ściganiem piratów zamiast obniżyć ceny płyt i udostępnić ich jak największą ilość do kupienia za rozsądne pieniądze. Piotr TOTALSOUND FDM |
| ............................................................. |